Młodzi, wykształceni, zatrudnieni

Mam 27 lat i czasem czuję, jakby młodsze ode mnie o 4-5 lat koleżanki i koledzy, byli już „innym pokoleniem”. W dzieciństwie chodziłam na wojny z pokrzywami, za wspięcie się na najwyższą gałąź drzewa dostałam piórko, a piaskownicę wraz z podwórkowym towarzystwem przerobiłam na ogródek. Po studiach było dla mnie jasne, że teraz zaczyna się życie „na poważnie”, i to ode mnie zależy jak dobrze (lub źle) potoczą się moje dalsze losy.

Na pierwszym poważnym stażu (w dużej agencji reklamowej) chłonęłam wszystko, co mogłam. Pracy było dużo, różnej, takiej, która mi się podobała ale i takiej, której nie cierpiałam (głupie poprawianie prezentacji!)



Przełożone były wymagające. Traktowały mnie jak normalnego pracownika, powierzały coraz bardziej skomplikowane zadania. Dzięki temu się rozwijałam. Po okresie stażu dostałam propozycję zostania w firmie. Cierpliwość, zaangażowanie i chęć zdobywania nowej wiedzy opłaciły się. A umiejętności, które wtedy zdobyłam, wykorzystuję do dziś, już w innej roli – zarządzając Fundacją Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości.

Od kilku lat rekrutuję ludzi do swojego zespołu. Jedni zostają krócej, inni (większość) – na wiele miesięcy czy nawet lat wiąże się z nami. Za swoje zaangażowanie większość z nich nie dostaje stałego wynagrodzenia – w realiach organizacji pozarządowych jest to nierealne. A jednak tworzymy zespół. O tym, czy warto się w coś takiego pakować, napisał niedawno Szymon Lach - tutaj.

Ciężko pracujemy a później cieszymy się ze wspólnych sukcesów. Widzę, jak moi współpracownicy (będę używać tego określenia niezależnie od formy związania z fundacją) rozwijają się. Ktoś, kto pierwszy raz wysłany na wywiad w radiu nie był w stanie wyksztusić słowa, teraz swobodnie staje przed kamerą. Inny, który stresował się przed spotkaniem z ważnymi paniami w garsonkach i panami w garniturach – teraz spokojnie prowadzi spotkania. Jeśli po kilku miesiącach słyszę od koleżanki z zespołu, że bardzo mi dziękuje za to, czego się u nas nauczyła – to wiem, że znalazłam właściwą osobę na właściwe miejsce. Ale żeby takie skarby odnaleźć, trzeba się nieźle naszukać.

Nie zamierzam przytaczać w tym miejscu badań pokazujących, że młodzi są roszczeniowi, za grosz w nich pokory itp. Kwalifikując się jeszcze do kategorii „młody”, pozwolę sobie zostawić jedynie dzisiejszym dwudziesto- i dwudziestokilkulatkom kilka wskazówek. Co robić, żeby po kilku latach od wejścia na rynek pracy nie być wciąż w tym samym miejscu? Jak sprawić, żeby pracodawca (czy stażodawca) szanował ciebie i twoją pracę? Nie zamierzam nikogo pouczać. Chcecie – przeczytajcie. Może się przyda.

Nie wystawiaj swojego przełożonego do wiatru. Jeśli na coś się umawiasz, jeśli podjąłeś się jakiegoś zadania na warunkach, które obie strony zrozumiały i na które się zgodziły – na litość boską, wywiąż się z tego. Po wykonaniu zadania zawsze możesz powiedzieć – nie chcę tego kontynuować, nie podoba mi się ten rodzaj pracy. I nikt nie będzie miał do ciebie pretencji. Co innego jeśli w zespole obowiązki są już rozdzielone, a ty nagle się rozmyślasz, zostawiając innych z ręką w nocniku.

Bądź szczery i mów o swoich problemach. Twój przełożony nie jest duchem świętym. Jeśli coś jest nie w porządku – komunikuj to, najlepiej w rozmowie twarzą w twarz. Wspólnie szukajcie rozwiązania. Przecież jemu / jej zależy na tym, żeby każdy członek zespołu był zadowolony i zmotywowany do pracy. W przeciwnym wypadku ta praca nie idzie sprawnie.

Traktuj każde zadanie jako okazję do nauki i zdobywania kontaktów. W każdej pracy jest tak, że czasem musisz robić coś, czego nie lubisz, lub co nie do końca cię rozwija. Spójrz na to z innej strony i zastanów się co możesz wynieść dla siebie z najprostszego nawet zadania. Obdzwanianie dziennikarzy po wysyłce informacji prasowej? Poprawisz umiejętność zwięzłego komunikowania się. Robienie notatek podczas spotkania? Nauczysz się sytnetyzować informacje, a jednocześnie być uważnym i pilnie słuchać.

Postaw się w roli przełożonego. W książce „Dobry szef, zły szef” Roberta Suttona przeczytałam, że dobry szef to taki, który bierze wszystko na klatę i chroni swoich podwładnych. Może tego nie widzicie, ale często tak właśnie jest. Klienci, którzy wydzwaniają, bo coś im się nie podoba. Prawna odpowiedzialność za to, co robicie. Odpowiedzialność za płynność finansową w firmie / dziale / organizacji – żebyście na czas dostali swoją wypłatę, albo gwiazdkowe upominki.

Kiedy następnym razem pomyślisz sobie „Jezu, jaki on upierdliwy”, „Dlaczego muszę znowu poprawić ten tekst, czego ona chce?”, „Zrobię to za tydzień, nic się chyba nie stanie”, „Nie idę na to spotkanie, nie chce mi się” – pomyśl przez chwilę o swoim szefie. Traktuj ją lub jego tak, jakbyś sam chciał być traktowany. Opłaci się.
Trwa ładowanie komentarzy...